|
Kumo no Mukou, Yakusoku no Basho
(Place Promised in Our Early Days)
Czy zdarzyło Wam się kiedyś płakać podczas oglądania jakiegoś filmu i to animowanego? Mi tak, dwa razy. Pierwszy raz podczas zapoznawania się z "Grave of the Fireflies", a drugi... zgadnijcie sami.
Beyond the Clouds, to opowieść o dwóch bliskich przyjaciołach z dzieciństwa. O ich wspólnej pasji, romantycznych osobowościach, dorastaniu i zmieniających się z biegiem czasu charakterach oraz... tej "trzeciej". Dotychczas wierni swoim wytyczonym celom, lecz po nagłym zniknięciu Sayuri Sawatari, kompletnie pogubieni w sobie - porzucają je. Aby wypełnić lukę w rozdartych młodych duszach, opuszczają miejsce pełne wspomnień i wkraczają na nowe ścieżki, które znów połączą się kilka lat później. Jak to w życiu bywa, czas nie zawsze jednakowoż leczy u każdego rany. Shirakawie Takayemu zabliźnione rany przypominają i motywują do ciężkiej pracy. Umacniają w naukowych poczynaniach, jednocześnie ochładzając przy tym młodzieńcze serce. Rzecz odwrotna przydarzyła się za to Fujisawie Hirokiemu, który nigdy nie pogodził się z wiadomością o niespełnionym marzeniu i utraconej miłości. Dręczony w myślach, w niczym nie może znaleźć szczęścia i ukojenia.
Aby zrozumieć dzisiejszą historię, trzeba przybliżyć nieco czas i miejsce najważniejszych wydarzeń. Otóż, akcja anime rozgrywa się świecie alternatywnym do naszego, gdzie w skutek II wojny światowej Japonia został podzielona na dwie strefy wpływów: amerykańską i rosyjską (ZSRR). Wzorując się na obecnym podziale Korei, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak daleko idące konsekwencje, może przynieść taki siłowy podział państwa. Poza dramatem setek rozdzielonych rodzin żyjących po dwóch stronach niewidzialnego muru, z dnia na dzień, narasta żądza dominacji, w każdym aspekcie jednego państwa nad drugim...
Dzisiejsza historia, nie ma wyraźnie zaznaczonego początku. Ot, jednego dnia zwyczajnie wkradamy się między dwójkę dobry kolegów i jak cienie skradamy się za nimi śledząc ich zwykłe, lecz pełne młodzieńczej pasji życie. Poznajemy ich wspólny cel, jakim jest zbudowanie samolotu "Velaciela", który pozwoli im zrealizować marzenie. A owym marzeniem, jest przelot nad cieśniną, będącą jednocześnie granicą między państwami i przyjrzenie się z bliska tajemniczej wierzy. Widoczny z setek kilometrów obiekt, jest najbardziej newralgicznym spoiwem wszystkich wydarzeń. W niewyjaśniony sposób, tworzy nić powiązań między postaciami i przyczynia się do zaostrzenia kontaktów między dwoma wrogimi państwami. Smaczku dodaje fakt wskazujący na dziadka Sayuri Sawatari, jako twórcę tego gigantycznego monumentu.
Choć nie wiem jak bym się starał, tylko zapożyczając słowa z piosenki (ending), jestem w stanie opisać ten tytuł pod względem wizualnym i dźwiękowym - "(...)głos i ciało lśni wewnętrznym blaskiem".
Jedynie to krótkie zdanie, w pełni oddaje moje przemyślenia i odczucia. Po tym filmie, uległo zmianie moje spojrzenie na świat anime, a zwłaszcza na te produkcje, które wcześniej wydawały się być niedościgłym wzorcem. Dzięki tej animacji poznałem, co tak naprawdę oznacza słowo estetyka i dbałość wykonania. Brak tu kompromisów, a walka toczy się o każdy detal, zwłaszcza, gdy mowa o elementach tła. Na szczególne wyróżnienia, zasługuje również niebanalna gra światła i cienia, która ożywia i głęboko porusza. Podsumowując, na usta nasuwa się tylko jedno słowo - perfekcja.
Niektórzy, mogą mieć zastrzeżenia do mniej dopracowanego wyglądu postaci. Cóż, ile jest osób, tyle jest gustów. Jednakże, mi już po paru minutach przypadły one do gustu.
Osobiście, najbardziej doceniam w produkcjach z kraju Kwitnącej Wiśni, wyniesiony z nich morał, albo przydatną lekcję życia. Jak autor dobrej książki, tak twórcy Beyond the Clouds, zadbali o to, aby ich dzieło nie stało się kolejnym przemijającym z wiatrem czasu wspomnieniem. Ja zapamiętam to, że nigdy nie warto zapominać o marzeniach, nawet tych nierealnych i z walki do końca o miłość, której możemy więcej spotkać.
Produkcja Makoto Shinkai, jest dla mnie czystym odwzorowaniem potęgi snu, nie znającej granic miłości i zaklętej w cudownej kresce - magii obrazu. Bez narzucania się widzowi, bez sztucznych efektów, potęgujących piętrzące się do nieba emocje, spokojnie z łezką w oku, wchłaniam jak dziecko wszystkie uczucia przelane w każdą klatkę tego filmu. Wam też radzę spróbować!
autor: koni
Szczególne podziękowania dla ARQ, który umieścił to anime na stronie!
|