|
Soul Hunter (Łowca Dusz)
Łowcy Dusz to anime, które z pewnością pamięta każdy fan rozpoczynający swoją przygodę z krajem kwitnącej wiśni w latach, gdy w Polsce dopiero to raczkowało. Seria liczy 26 odcinków i jest pozycją dosyć ciekawą. Głównym bohaterem jest Taikobou – Nieśmiertelny, który trenuje na Górze Kunlun. Miejsce to jest idealne dla tych istot, gdyż zdobywają tam odpowiednią wiedzę oraz siłę. Ni stąd, ni zowąd mistrz Góry Kunlun – Genshitenson przekazuje Taikobou’owi pewne zadanie i potężną broń, zwaną Paopei. Owym zadaniem jest „Polowanie na dusze”, czyli znalezienie i zapieczętowanie (poprzez zabicie) dusz 365 demonów żyjących na ziemi. Głównym demonem jest Dakki (która również jest Nieśmiertelną). Przejęła kontrolę nad cesarzem Yin z rodu Zhou i doprowadza do upadku Państwa Środka. Dashinben (taką nazwę nosi Paopei przekazane Taikobou), które otrzymuje w ramach pomocy w projekcie „Soul Hunt” jest interesujące – potrafi manipulować powietrzem. Taikobou nie jest jednak sam. Jego towarzyszem jest Sibuxiang – latający, wygadany, trzymający w ręku kulę hipopotam (śmiech), która przydaje mu się dopiero pod koniec serii. Brzmi ciekawie? Owszem, serię tą oglądałem z zaciekawieniem nawet po latach.
Soul Hunter to anime wielowątkowe, naszpikowane różnorakimi emocjami i zwrotami akcji. Zawiera w sobie elementy historyczne, dramatyczne, patriotyczne, jak i romantyczne. Zdziwieni? Tak, można się w tym pogubić. Tym bardziej, jeśli co odcinek nowa twarz, nowy towarzysz broni. Jednak wróćmy do fabuły. Anime rozpoczyna się wysłaniem Taikobou z misją schwytania i zapieczętowania 365 demonów za pomocą jednego Paopei – Dashinbenu. Na pierwszy rzut oka Taikobou jest nierozgarniętym, mającym kiełbie we łbie chłopaczkiem. Twierdzi, że projekt „Polowanie na dusze” jest zadaniem upierdliwym, co wzbudza gniew Genshitensona, a w efekcie pogodzenie się ze swoim losem (facet potrafi być przekonujący, gdy się wścieknie...). Nasz główny bohater od razu chce iść na łatwiznę i pokonać Dakki. Jednak po drodze trafia na Shinkouhyou – Nieśmiertelnego (moje domysły, gdyż nigdy nie pokazał prawdziwej twarzy demona, a posiada Paopei) trzymającego z Dakki. Okazuje się, że przy pomocy swojego Paopei jednym uderzeniem skutecznie uniemożliwia Taikobou dalszą podróż.
Cóż, a miało pójść tak łatwo... Taikobou jednak nie jest głupi (a na takiego wygląda), gdyż w jego głowie rodzi się sprytny plan. Skoro sam nie może dać sobie rady nawet z Shinkouhyou, to co dopiero z Dakki? Tak więc warto znaleźć kogoś, kto zrobi to za niego, tudzież pomoże mu w walce z demonami. Po pokonaniu pierwszego demona udaje mu się zdobyć Paopei władające ogniem gorącym niczym słońce, które może topić skały. W dalszych przygodach nie raz przyda się w walce zarówno Taikobou, jak i jego sojusznikom. W ostateczności udaje mu się zwerbować całkiem miłą gromadkę, która rozbawi was do łez :P.
Mimo, iż jest to stare anime, to kreska jest na przyzwoitym poziomie. Nie jest naszpikowane komputerowymi efektami, jak większość nowych produkcji. Nie wyobrażam sobie innej muzyki do tej serii. Idealnie odzwierciedla klimat – jest bajkowa, lecz nie dziecinna! Przyznam się, że zdarzyło mi się śpiewać piosenkę do openingu, mimo tego, że zazwyczaj przy oglądaniu anime po prostu początek omijam (toż to dyshonor! – wiem, wybaczcie T_T). Chwila, wspominałem coś o wielowątkowości... Racja! Oglądając tą serię możemy się dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy na temat dawnych dziejów Chin. Można nawet rzec, że jest to zlepek kilkunastu różnych historii opisujących wojny, dramaty, romanse, układy. Przyznam, że można było niektóre kwestie rozwinąć kosztem innych, ale tak czy siak chylę czoło dla tej serii. Popłakać też się da. Uczuciowość postaci aż bije po oczach. Nie raz łezka zakręciła się w trakcie, choćby schwytania przez Dakki czterech Władców Wschodu, Zachodu, Północy i Półudnia. Autor starał się przekazać nam jacy są (lub byli) naprawdę ludzie w tym zakątku świata. Widać, że honor i dobro najbliższych jest najważniejszy dla tych ludzi. Przykładem jest choćby nastawienie Ki Shou do swojego syna i narodu.
Zapytacie więc czy to anime jest typem dramatu, czy raczej komedii? Prawdę powiedziawszy zastanawiałem się nad tą kwestią, gdyż wielowątkowość i zmienność stylów uniemożliwia dokładne przydzielenie do danej kategorii. Jednakże w tej serii znajdziecie to, co najważniejsze do dobrej zabawy – sporą dawkę humoru, ciekawą fabułę, akcję mającą miejsce w Chinach setki lat temu, interesujących bohaterów oraz dobrą muzykę.

Podsumowując, Łowcy Dusz to anime dla ludzi lubiących akcję naszpikowaną humorem oraz klimat samurajów z nutką nowoczesności, bowiem Góra Kunlun jest naprawdę nowoczesna – ale o tym już przekonajcie się sami. Coś dla lubiących oldskulowy styl połączony z dobrą zabawą ;). Ogólnie polecam tą serię, gdyż jak już zacząłem oglądać, to nie mogłem się oderwać od ekranu.
Autor: hardk0r
|