|
(The Zero's Familiar)
To był zwyczajny, słoneczny dzień. Dopiero, co odebrałem z naprawy mojego laptopa, gdy niespodziewanie na środku ulicy żyjącej gwarem mieszkańców robiących tutaj codzienne zakupy, otworzył się przede mną w powietrzu dziwny portal, którego nikt po za mną nie widział…
a wtedy…
…Historia naszej miłości zaczęła się wraz z pierwszym pocałunkiem. Gdy rzuciłam zaklęcie naprzeciw przeznaczeniu. Nagle pojawiłeś się TY! Dwa księżyce świecą na nocnym niebie, to niemożliwe, wiem... To pierwszy raz, gdy się tak czuję. Lecz z jakiegoś powodu to miejsce przywołuje wspaniałe uczucie. Jeślibyś się kiedyś potknął i upadł, zawsze przytulę Cię mocno!Zawsze przytulę Cię mocno! Nie mogę się zbudzić od czasu naszego słodkiego pocałunku, z historii, która zaczęła się wraz z dniem naszego spotkania. Zobaczysz, zaklęcie, które rzuciłeś z pewnością spełni twoje życzenie! Historia naszej miłości, zaczęła się wraz z pierwszym pocałunkiem. Gdy rzuciłam zaklęcie, naprzeciw przeznaczeniu. Pojawiłeś się ty! Pojawiłeś się ty!!! *
Już po chwili nasz bohater Saito zorientował się, że z pewnością nie jest w stolicy Japonii, gdzie był parę sekund wcześniej, ale w… no właśnie!? Gdzie? I czemu do licha ta dziwna dziewczyna o różowych włosach zbliża się coraz bardziej i bardziej, i czemu całuje… mnie w usta? Jesteś zaskoczony? A co dopiero ma powiedzieć biedny nastolatek, który z wrażenia i bólu wypalających się na jego ręce znaków zemdlał?! W taki niespotykany sposób zostaliśmy sprowadzeni do świata dwóch księżyców przepełnionego magią i nieznanymi przygodami.
Dla szesnastoletniej Louise Françoise Le Blanc de La Vallière właśnie rozpoczął się drugi rok w Akademii Tristein. Bynajmniej jest to bardzo szczególna chwila dla każdego ucznia magii, gdyż ma w tym czasie dojść do wezwania swojego „chowańca”, czyli towarzysza, z którym nie rozstanie się aż do śmierci. Dla naszej głównej bohaterki jest to również wielka okazja do udowodnienia wszystkim swoich zdolności magicznych i niepowtarzalna szansa do zmycia niechlubnego przezwiska „Zero Louise”. Zero to nie tylko liczba przedstawiająca sumę osiągniętych sukcesów, ale także doskonały opis zdolności w zastosowaniu zaklęć, których próba użycia za każdym razem przynosi spektakularną eksplozję, ból i zgrzytanie zębów ^^. I tym razem Louise nie zapomniała zaskoczyć wszystkich fanów jej niepowodzeń przywołując człowieka - wspomnianego Saito Hiraga. Zupełnie zaskoczona i zdruzgotana kolejną wpadką wypełnia, choć z oporami, do końca ceremoniał całując swój nowy nabytek i pieczętując tym samym umowę. Chcąc czy nie musi go zaakceptować, bo zgodnie z panującymi w tym świecie prawami, ten z adeptów magii, który porzuci swojego towarzysza, nie jest już magiem.
Po przebudzeniu i oswojeniu się z sytuacją Saito jest traktowany dość dobrze jak na wybrańca losu – ma swoje legowisko z siana przy łóżku swojej pani, ładny, ciężki łańcuch, jak zasłuży, dostaje michę z jedzeniem oraz dostępuje zaszczytu prania jej ubrań. Gorzej, gdy zdenerwuje swoją panią, która nie jest typem spokojnego aniołka. Wtedy w ruch idzie cały osprzęt zawodowego sadysty, a świst przecinanego powietrza miesza się z krzykiem i niesie się wraz z wiatrem po całym zamku… Lecz na takie zabawy nie ma zbyt wiele czasu, bo o to do szkoły ma przybyć Henrietta, księżniczka Tristein, która boryka się z samowolą arystokratycznych rodzin i wrogim nastawieniem okrutnych rebeliantów z wielkiego państwa Albion. W dodatku do akademii dochodzą wieści o grasującym w okolicy niebezpiecznym złodzieju i jego wielkim Golemie. Nim się obejrzeli, nasza dwójka była zaplątana w szereg wciągających i niebezpiecznych wydarzeń. Lawinowo zaczęły pojawiać się nowe przeszkody sprawdzające ich współpracę i ukryte zdolności.
Anime ZnT w swoim zamyśle miało być lekką komedią romantyczną, a według niektórych nawet typową haremówką, co wyraźnie odbiega od tematu prac wykonanych przez Noboru Yamaguchi, na których bazuje. Kilkustronicowe epickie opowiadania, znane pod tym samym tytułem, zdobyły rzeszę fanów, którym ciężko zapewne było przełknąć tak dużą liczbę zmian zastosowanych przez studio J.C. Staff. Animowana adaptacja dzieła o dość poważnej tematyce z pewnością okazałaby się wielką porażką, gdyby nie genialna praca reżysera Takao Yoshioka, twórcy scenariuszy do takich klasyków jak: Elfen Lied czy Love Hina, co musi budzić respekt u każdego. W moim odczuciu cel, jaki miał zostać osiągnięty po serii gruntownych zmian, okazał się tak dobry, że aż zaskoczył samych producentów, którzy oficjalnie ogłosili po zakończeniu pierwszego sezonu jego dalszą kontynuację.
Ale czy tylko w scenariuszu tkwi źródło całego sukcesu? Oczywiście, że nie. Jednym z elementów wyróżniających tę pozycję spośród tysiąca innych są nietypowe, wręcz absurdalne relacje między głównymi bohaterami. Widzimy tu idealny wzór pary S-M z pełną dominacją płci pięknej, a gdy jeszcze dołączy się do tego kilka ładnych dziewczyn (pokojówka Siesta i uczennica Kirche), wielbiących jednego i tego samego chłopaka, to może dojść do prawdziwej rzeźni dobrego smaku. Na szczęście nie dochodzi do niczego obleśnego, wręcz przeciwnie, wszystko jest utrzymane w odpowiednim tonie i przyprawione ostrą dozą humoru. Niestety, (a może nawet i lepiej) miłośnikom „mocniejszych” wrażeń i fanserwisu zostaje dalsze wykorzystywanie swojej bogatej wyobraźni.
Szukając informacji o tej pozycji niejednokrotnie spotkałem się z zarzutami, które, z resztą wg mnie niesprawiedliwe, oskarżają twórców ZnT o bezpośrednie „ściąganie” pomysłów od pani Rowlling, a mianowicie z przygód Harryego Pottera. Po przeanalizowaniu, czyli przeczytaniu wszystkich części przygód Pottera (tak, dokonałem tego) i trzykrotnym obejrzeniu serii Zero no Tsukaima stwierdzić muszę, że nie odnalazłem momentów, w których doszło do jawnego parodiowania. A nawet, jeśli niektóre motywy nasuwałyby taką myśl, uważam za sporą hipokryzję stwierdzenie, iż twórców anime powinna zawsze cechować niezależność i oryginalność. Próba zaczerpnięcia pomysłów z innych filmów tudzież literatury, zwłaszcza tych, które osiągnęły sukces, powinna przynieść zaskakujący, świeży efekt rozbudowujący. Warto przypomnieć, że nawet tak wybitne dzieło, jakim jest Ghost in The Shell, ma swoje korzenie u braci Wachowskich (Matrix) i innych produkcji.
Zagłębiając się w eksplorację kolejnych podobieństw, „wykopałem” inne zaskakujące odkrycia, ale tym razem nie nawiązujące do tematu HP. Jeżeli można porównać świat czarodziei do naszego, to umieścilibyśmy go w Europie na przełomie XVII i XVIII wieku, gdzieś pomiędzy Germanią, Gallią i Albionem (starodawna nazwa wysp brytyjskich). Podobieństwa nie ograniczają się tylko do lokalizacji. Obejmują również m.in. nazwiska, które w istocie pochodzą od prawdziwych historycznych postaci. Największe zaskoczenie ogarnęło mnie, gdy po sprawdzeniu germańskiego rodowodu i charakteru adeptki magii Kirche Zerbst, okazała się idealnym odwzorowaniem niejakiej Sophii Augusty Frederiki von Anhalt-Zerbst, znanej jako… Katarzyna II Wielka, caryca Rosji. Nawet nasza dyktatorka Louise ma swoją odpowiedniczkę w postaci kochanki Ludwika XIV i przyjaciółki dwórki Henrietty Anny Stuart, księżnej Orleanu.
W czasie, gdy starałem się iść tropem wytrawnego poszukiwacza, nieświadomie natknąłem się na myśli ukryte gdzieś głęboko w moich wspomnieniach, przypominającymi mi do złudzenia obecne doznania. Oglądając ZnT zastanawiałem się, skąd bierze się we mnie tak silne przywiązanie do głównych bohaterów. Gdy nagle doznałem olśnienia, które potwierdziłem sprawdzając seiyuu i wytwórnie moich najcieplej zapamiętanych serii. Rie Kugimiya – barwny, buntowniczy, kobiecy głos idealnie oddający nastroje nie tylko należy do Louise, a także i Shany. Tak! tej płomiennowłosej Shany. Studio J.C. Staff przy obu produkcjach zatrudniło tę samą parę, która udzieliła głosu głównym bohaterom. Jak wiecie Yuuji również nie miał łatwej przeprawy ze swoją panią-mentorem, która wolała niemiłosiernie okładać go kijem jak psa, niż odkryć swoje uczucia, do jakich nie chciała się przyznać. Zbieżność obu serii jest nieprzypadkowa, tak samo, jak zbieżność aktorów głosowych, a korzyści płynące z tego faktu podnoszą na atrakcyjność świeższą produkcję z 2006 r.
Jednakże, wielce zastanawiające jest, czemu studio nie poszło za ciosem i również z Zero no Tsukaimy nie uczyniło 24-odcinkowego anime? Pytanie nie jest bezpodstawne zwłaszcza, gdy pod uwagę weźmiemy ogrom różnych wątków i liczebność misji do spełnienia. Zaaplikowanie do zaledwie 13 odcinków całego scenariusza można uznać za karkołomny wyczyn rysowników. Niestety rezultaty pośpiechu są zauważalne. Problem z dopasowaniem tempa akcji do układu oddającego w całości atmosferę romansidła i komedii widać wyraźnie w końcowych odcinkach. Jest to też swego rodzaju rzadko spotykany fenomen. Zazwyczaj mamy okazję oglądać wręcz przeciwną sytuację, gdzie zbyt skąpa fabuła i zapychacze obniżają walory merytoryczne. Ale nie tu, gdzie wciśnięci w fotele z zapartym tchem przeskakujemy z odcinka na odcinek, nie zdając sobie sprawy, że przy 10. jesteśmy dopiero na półmetku...
Obraz i dźwięk.
Kreska, jaką zostały wykonane postacie, sprawia, że trudno pomylić ZnT z innymi anime. Łatwość w zapamiętaniu nie wynika z jakiejś szczególnej precyzji czy nietypowej ręki autora, ale z kreacji każdej z osobna. Ciężko w to uwierzyć, ale cała oprawa graficzna, razem z bohaterami, jest stworzona w jeszcze jaśniejszych kolorach i słodszym stylu niż Higurashi no Naku Koro ni, gdzie, tak samo jak w ZnT, ma na celu wzmocnić efekt kontrastu pomiędzy normalnymi scenami a brutalnym zachowaniem Louise względem Saito. Z drugiej strony nie ma mowy o efekcie Dokuro-chan, gdzie hektolitry krwi i wyprute falki radośnie wypełniają każdą chwilę między „przestojami”. Zatroszczono się bardzo o to, aby zamiast tego osiągnąć większą ilość powalającego i groteskowego humoru. Z zasady mocnym punktem dużego studia jest oprawa graficzna, zwłaszcza, kiedy opiera się ona na sprawdzonej pozycji, a w tym przypadku Shakugan no Shana. Przymykając oko na skłonności stylistów do upraszczania tła, nie stwierdzam większych wad. Również większych wad nie ma oprawa muzyczna. Ścieżka dźwiękowa jest zaopatrzona w różnego rodzaju dodatki, które podkreślają magiczność tej serii. Muzyka w anime występuje dość często i zauważalnie, dokładnie wkomponowując się w rozgrywającą akcję. Opening jest dynamiczny i wiernie oddaje rytm całości. Za wykonaniem piosenki kończącej stoi sama Rie Kugimiya, której talent nie do końca pomógł ogólnemu wrażeniu. Z drugiej strony zachęcam do zapoznania się z jej piosenką jako oddzielny utwór z OST - Honto no Kimochi.
Krótka notka o bohaterach.
Chciałbym wrócić raz jeszcze do osoby, nazwanej przez nieszlacheckich mieszkańców Halkeginii** „Naszym Mieczem”. Chodzi mianowicie o Saito, będącym bez wątpienia kręgosłupem utrzymujący anime na wysokim poziomie. Jest on postacią niemalże wyjętą z greckiego dramatu. Tak jak w teatrze greckim, jakiegokolwiek kroku by nie wykonał, jest skazany na poświęcenie tego, na czym mu zależy. Z męskiego punktu widzenia, nie raz ubolewałem nad jego losem, ale niepotrzebnie, bo dzięki swojemu charakterowi potrafił pozostać sobą. Pewnie dlatego w połączeniu z równie unikalną Louise tworzą parę tak zaskakujących żywiołów.
Jak już mowa o panience Louise Françoise de La Vallière, to nie sposób nie wspomnieć o jej żywiole - elemencie zniszczenia. Tak, w świecie magii, inspirowanej systemem Godai, istniało pierwotnie 5 żywiołów: ziemia, ogień, woda, wiatr i obecny w legendach specjalny pierwiastek próżni (bądź nicości). Każdy mag jest specjalistą w posługiwaniu się jednym z pięciu żywiołów, które mogą łączyć potęgując moc swoich zaklęć.
Jedną z pierwszoplanowych postaci jest opanowana Tabitha dzierżąca tytuł Rycerza Chevalier. Ukrywa w sobie bolesną tajemnicę, którą przyjdzie nam poznać w jednym z całości poświęconym jej odcinków. Wydawać by się mogło, że jest to typowy „wypełniacz”, lecz jak szybko zrozumiecie w tym anime nie ma miejsca na marnowanie czasu. Osobą, która przychodzi mi na myśl śledząc zachowania Tabithy jest Yuki z The Melancholy of Haruhi. Z tą różnicą, że jedna jest doskonałym magiem mającym do dyspozycji smoka, a druga jest kosmitą z możliwościami częściowego kreowania rzeczywistości.
Nieprzypadkowo podobna, według Saito, do niego pokojówka, Siesta, ma japońskie cechy takie jak on. (poza kolorem włosów innych podobieństw nie dostrzegłem^^). Od samego początku jest bardzo przywiązana do „Naszego Miecza”, pozwalając sobie nawet na wspólne zażywanie kąpieli… Jest źródłem dodatkowych kłopotów, ale jednocześnie ewentualną nadzieją na odnalezienie „drogi” powrotnej do prawdziwego domu.
Postacią, wywołującą najbardziej mieszane emocje, jest syn generała - Guiche de Gramot. Krótko mówiąc typowy playboy i kobieciarz rzucający słowa na wiatr. Mimo tak niekorzystnego wizerunku i w nim odnajdziemy odrobinę pozytywnych cech, jak… No dobra, jest zabawny na swój sposób, zwłaszcza w obecności swojego towarzysza – wielkiego zwierzaka przypominającego kreta! Guiche, mimo tchórzostwa, jest zawsze w centrum najgorętszych wydarzeń i to za jego pośrednictwem odkryto w Saito prawdziwego wojownika.
Na koniec chciałbym przybliżyć charakterystykę wspomnianej Kirche Zerbst. Prawdę mówiąc specjalnie naciskałem na wierne odwzorowanie cech osobowościowych carycy Rosji, ponieważ, jak się domyślacie, i ona jest uzależniona od męskiego towarzystwa, które zmienia co noc… Z tym małym wyjątkiem, że pochodząca z jednego z największych szlacheckich rodów Kirche posiadła duże umiejętności w władaniu jednym z pięciu elementów magii – ogniem. Gorący charakter i palące uczucie, jakimi obdarza „niezdobytego” Saito, również jest powodem do jego zmartwień ale i przyjemności.
Na pożegnanie.
Zero no Tsukaima nie jest anime przeznaczonym dla tradycjonalistów, a ściślej mówiąc dla osób odpornych na nowe spojrzenie na utarte schematy i wszechobecny teraz temat magii. Ha! Udało im się dołożyć coś zupełnie nowego, nie tracą czasu na zbędne wyjaśniania. Jeśli lubicie lekkie komedie na bazie poważnych historii, z nutą nietypowego romansidła, to śmiało mogę powiedzieć, że taką znaleźliście. W tym przeładowanym wręcz akcją anime z łatwością się rozkochacie jeżeli dacie mu szansę.
* Słowa do piosenki otwierającej zaczerpnąłem od grupy Kuroneko i częściowo przetworzyłem na potrzeby recenzji, starając się nie zmieniać przy tym ich ogólnego sensu.
** Nazwa całego świata, w którym rozgrywa się akcja.
by: koni
Wielkie arigatou dla atram, która znów poświęciła dla mnie czas i wspomogła wychwytując moje byki ;*!
|